O nieuniknionych niskich emeryturach obecnych 30- i 40-latków

Kwestia wysokości przyszłej emerytury danej osoby jest w dużym stopniu indywidualna i uzależniona od wielu czynników. Są to zarówno czynniki, na które dana osoba ma większy lub mniejszy wpływ, jak i takie, które pozostają od niej całkowicie niezależne.

To, na co mamy lub możemy mieć wpływ, to przede wszystkim wysokość zgromadzonego kapitału emerytalnego, czyli to, ile składek odprowadziliśmy w okresie aktywności zawodowej, oraz moment przejścia na emeryturę, a więc to, czy zdecydujemy się zakończyć aktywność zawodową od razu po osiągnięciu wieku emerytalnego, czy też będziemy pracować dłużej.

Są jednak również czynniki, na które indywidualnie praktycznie nie mamy wpływu, takie jak wysokość inflacji czy zasady waloryzacji kapitału emerytalnego, ustalane przez rządzących, a później także zasady waloryzacji samego świadczenia emerytalnego.

Prognozy wielu ośrodków wskazują, że przyszłe emerytury obecnych 30- i 40-latków z powszechnego systemu emerytalnego będą niskie. To fakt, który niektórym trudno zaakceptować, szczególnie różnej maści politykom. Dlatego, poza nielicznymi wyjątkami, traktują oni temat przyszłych niskich emerytur jako swoiste tabu. Po co przecież denerwować elektorat, mówiąc mu niemiłą prawdę? Lepiej obiecywać świetlaną przyszłość, oczywiście pod warunkiem, że nas wybiorą.

Jednym z większych tematów tabu dotyczących emerytur w Polsce jest również fakt, że z uwagi na praktycznie najniższy powszechny wiek emerytalny kobiet w Europie Polki są de facto skazane na niskie emerytury. I nikt, żaden polityk, nie próbuje na serio rozwiązać tego problemu, mówiąc Polkom i Polakom otwarcie, że jeśli chcemy wyższych emerytur dla kobiet, musimy zauważalnie podnieść ich powszechny wiek emerytalny.

Zamiast tego dostajemy od polityków różnego rodzaju prowizoryczne rozwiązania w rodzaju kiełbasy wyborczej, takie jak tzw. trzynasta i czternasta emerytura, renta wdowia czy kompletnie antysystemowe dodatki emerytalne dla sołtysów lub członków ochotniczych straży pożarnych.

Problem w tym, że te jednorazowe z założenia polityczne przekupstwa na stałe zadomowiły się w naszym systemie i konsekwentnie go psują. Swój cel jednak spełniają, ponieważ zawsze znajdzie się jakiś elektorat, który połasi się na taki czy inny rzucony mu ochłap emerytalny. A od prawdziwych problemów politykom udaje się uciec.

W realiach Polski 2026 roku, kiedy 10 lat temu skutecznie wmówiono Polakom, że jesteśmy narodem wybranym i że nieodpowiedzialne obniżenie powszechnego wieku emerytalnego nie spowoduje niskich świadczeń emerytalnych, szczególnie w przypadku kobiet, przyszłość bardzo niskich emerytur z powszechnego systemu emerytalnego dla obecnych 30- i 40-latków jest po prostu nieunikniona.

Nikt bowiem nie odważy się politycznie wprowadzić takich zmian, które mogłyby poprawić tę sytuację, ponieważ natychmiast groziłoby to przegraną w najbliższych i kolejnych wyborach.

Taki mamy klimat.

dr Marcin Wojewódka